Max Payne powiedziałby, że poprzednia notka była falstartem.
Bo pytania, które zadaje nie są podstawowe, znajdują się
poza „punktem bez powrotu” i jako takie, pozbawione znaczenia. Bo wszystko,
o czym napisałem, o czym pomyślałem, opiera się na
założeniach. Aksjomatach, których nie można dowieść. Największym z nich,
fundamentalnym dla naszej, europejskiej kultury, jest postulat o wolności.
Jeśli jest fałszywy, jeśli nie możemy dokonać wyboru, to
wszystko, w co wierzymy, wszystko, co stworzyliśmy przestaje mieć sens. Problem
w tym, że wtedy dochodzimy do paradoksu, bo jeśli wybór nie istnieje, to nasze
pisma, nasze myśli i nasze twierdzenia nie mogły być inne, a więc nie mogą być
błędne.
A może to nie jest paradoks?
Czy możemy wyobrazić sobie świat bez wolnej woli?
Czy ten świat wyglądałby inaczej?
Jak w ogóle można dowieść istnienia wolności?
Czym jest wolność?
Czym jest wybór?
Jak daleko musimy się cofnąć w naszych rozważaniach i na
czym możemy je oprzeć?
Co jest początkiem naszej wiedzy?
Czy istnieje coś, co wiemy na pewno?
Jeśli tak, to czy z tej pierwotnej pewności możemy wywieść
całą naszą wiedzę?
I co to znaczy wywieść?
Czyż dowód nie jest również wyborem, pomiędzy
konkurencyjnymi hipotezami?
Czyli, wynika z tego, że jeśli nie istnieje wybór, to nie
możemy niczego WIEDZIEĆ, poza hipotetyczną pierwszą pewnością?
Ale czy wiedza może nie istnieć?
Czy coś, co WIDZĘ, czy coś, czego DOŚWIADCZAM może nie
ISTNIEĆ?
Ale, wtedy musimy znów zapytać - cóż to znaczy, istnieć?
Czym jest świadomość?
Czy świadomość może być czymś innym niż dokonywaniem wyboru?
Ale jeśli wybór nie istnieje, to czy z tego wynika, że JA
też nie istnieję?
I kim jestem JA?
Kim jest ten, kto to pisze?
Czy ja piszący odpowiada mnie myślącemu?
A czy ja myślący jest mną działającym?
I jak dokonuje się wybór, który JA kontroluje… mnie?
Ale jeśli wybór nie istnieje, to wielość ja jest pozorna,
tworzona dynamicznie pod wpływem zewnętrznych sił. Czy wtedy JA jeszcze w ogóle
istnieję?
A jeśli nie istnieję, jeśli mnie nie ma, to kto to pisze i
kto, u licha, to czyta*?
Czy mogę, proszę Was bardzo, obudzić się wreszcie kiedyś i
NIE pytać? Rzucić w cholerę wszystkie znaki zapytania? Raz w życiu zadowolić
się kropką?!
Oddałbym wszystko, by poznać pierwszą pewność. By nauczyć się dowodu jej istnienia, względnie samemu tego dociec. By moje serce zaznało
wreszcie spokoju.
Albo rzucić to wszystko w cholerę i się nie zastanawiać. Ale
czy mam taki wybór?
Cóż, dziś związek logiki z szaleństwem wydaje mi się być
bliższy niż kiedykolwiek. I na koniec dobra rada – nie pozwólcie, by kochająca
żona kupiła Wam „Logikomiks”. To doskonała, porywająca lektura, pełna piękna,
ludzkich dramatów i Prawdziwych Bohaterów. Ale jest to również otchłań pytań.
Najczystsze z szaleństw***.
*na to mam odpowiedź – patrząc na ilość komentarzy, nikt
(dop. JA zgryźliwe)**
** I Bogu dzięki! (dop. JA sarkastyczne).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz